Edukacja seksualna czy seksualizująca?

W czerwcu w naszej parafii, tak jak w kilkudziesięciu innych parafiach  Warszawy i okolic przeprowadzona została kampania informacyjna ‘Stop seksualizacji naszych dzieci’ (SSND). Rodzice informowali rodziców o tym, jakie zagrożenia dla dzieci mogą nieść nowe programy szkolne, w których ideologia zwycięża przyzwoitość, zdrowy rozsądek i zwyczajną troskę o dzieci.Przez ostatnie dziesiątki lat media i kultura w coraz większym stopniu nasycone był demoralizującymi treściami rewolucji seksualnej, która dobro i wolność człowieka upatruje w wyzwoleniu tej sfery życia od moralności, odpowiedzialności czy zwyczajnego umiaru. W ostatnich latach takie treści coraz częściej zaczęły pojawiać się w szkołach.

 

Programowa seksualizacja – jest czy jej nie ma?

 

Niektórzy uważają, że nic się nie dzieje i że za wcześnie na wszczynanie jakiegokolwiek alarmu. Dało się to zauważyć w niedawnym telewizyjnym programie Jana Pospieszalskiego ‘Bliżej’, w którym gościli m.in. uczestnicy inicjatywy  SSND z Wrocławia i Warszawy, a także bielańska posłanka Joanna Fabisiak. Danuta Stępniak, lider wrocławskiej SSND mówiła o zagrożeniu jakie może stanowić wprowadzenie do polskiej edukacji zaleceń zawartych w ‘Standardach edukacji seksualnej WHO’.  Jak można sądzić po różnych wystąpieniach i posunięciach przedstawicieli rządu i MEN standardy te mogą być podstawą reformy programów szkolnych.

 

W odpowiedzi na te obawy pani poseł zarzuciła Danucie Stępniak mówienie nieprawdy.  Powołując się na odpowiedź ministerstw oświaty i zdrowia na swoją  interpelację  twierdziła, że w podstawie programowej nie ma takich zapisów, nie ma na to zaplanowanych pieniędzy, w sumie, że nasza szkoła nie jest w tej chwili narażona na takie niebezpieczeństwo. Program WHO jest w Europie, a od nas zależy czy będzie w Polsce.

 

Jednak pani poseł myliła się w swoich zarzutach. Po pierwsze Danuta Stępniak mówiąc o standardach WHO odpowiadała na pytanie o zagrożenia. Kampania informacyjna SSND ostrzega rodziców, co będzie jeśli standardy WHO  lub inne podobne ‘pomysły’ wprowadzi się w życie. Naturalne jest, że ostrzega się przed czymś co może nastąpić, a co niekoniecznie już jest. Mówiąc słowami pani poseł rodzice właśnie uznali, że to od nich zależy czy w Polsce będzie taka edukacja i stąd ich ostrzeżenia.

 

 

Ekscesy ‘postępowej’ edukacji

 

Poza tym polska szkoła niestety już jest narażona na ekscesy ‘postępowej’ edukacji seksualnej, co oznacza ‘postępującą’ seksualizację. Przykładem może być incydent, który miał miejsce tydzień, może dwa wcześniej na lekcji biologii w gimnazjum oddalonym o niecałe  300 metrów od domu pani poseł. Nauczycielka obiecała piątkę osobie, która na ogórku lub bananie prawidłowo zademonstruje stosowanie jednego ze środków antykoncepcyjnych. Równie niedawno czteroklasista ze śródmiejskiej szkoły podstawowej powiedział rodzicom, że pani czytała na lekcji czytankę o dwóch tatusiach wychowujących dziecko.

 

Takich incydentów jest znacznie więcej i nie wiemy ile ich naprawdę ma miejsce, bo dzieci nie zawsze opowiadają o nich rodzicom, a rodzice nie wiedzą do kogo się zwracać z takimi problemami. Często są to nie tyle incydenty, co po prostu dobrze przygotowane szkolenia.  Przykładem może być w lekcja w łódzkim gimnazjum przeprowadzona przez  edukatorki z fundacji Jaskółka pokazana przez łódzką TVN. Koedukacyjne zajęcia nastawione były na przełamywanie barier wstydu i tradycyjnej przyzwoitości i ukazywały seks wyłącznie jako sferę przyjemności nie podlegającą żadnym moralnym ograniczeniom, niestety obarczoną ryzykiem choroby i  niechcianej ciąży. Wszyscy rodzice powinni obejrzeć tę lekcję i odpowiedzieć sobie na pytanie czy chcą tego typu zajęć dla swoich dzieci.

 

Seksualizacja wpuszczana tylnymi drzwiami

 

Przykład lekcji w łódzkim gimnazjum ukazuje niebezpieczeństwo całkowicie pominięte przez panią poseł i ministerialnych urzędników odpowiadających na jej interpelację. Edukacji seksualizującej (bo tak należy ją nazwać) wcale nie trzeba wprowadzać do podstawy programowej żeby znalazła się w szkołach.  Wystarczą zewnętrzni ‘edukatorzy’ szkolący bezpośrednio uczniów a także nauczycieli, którzy potem, niezależnie od podstawy programowej wprowadzają treści przez nią nie uwzględnione, jak nauczycielka informująca młodzież, że „można sobie wybrać płeć” (przykład z warszawskiego liceum z minionego roku szkolnego).

 

Kiedy rodzice zobaczyli w telewizji wspomnianą lekcję w łódzkim gimnazjum burza protestów spowodowała wycofanie zajęć. Takie sytuacje powtarzają się: rodzice, o ile zostaną w porę powiadomieni przeciwstawiają się inwazji seksedukatorów spod znaku Pontonu, Jaskółki, Nawigatora, Spunka czy jakiejś innej organizacji promującej seksualizującą edukację. Według rozeznania wrocławskich rodziców akcja SSND we doprowadziła do usunięcia Pontonu ze szkół w tym mieście.

 

Na warszawskim Żoliborzu wszystkie szkoły otrzymały pod koniec roku szkolnego materiały zapowiadające współpracę właśnie z Pontonem. Podają one o linki do jego strony internetowej i numer tzw. ‘młodzieżowego telefonu zaufania’. Zawierają też obszerną informację na temat tzw. praw seksualnych – ideologicznego manifestu zwolenników seksualnego permisywizmu. Możemy zatem w nowym roku szkolnym spodziewać się ‘ofensywy’ seksedukatorów  być może w całej Warszawie – jest zapewne kwestią przypadku, że uzyskaliśmy informacje dotyczące akurat Żoliborza.

 

Podjazdowa wojna MEN z rodzicami?

 

Fakty te pokazują, że szkoły stają się terenem swoistej wojny podjazdowej ministerstwa edukacji z rodzicami, co zdecydowanie nie powinno mieć miejsca, bo atmosfera konfliktu nie sprzyja edukacji. Przede wszystkim jednak według artykułu 48. Konstytucji RP ‘rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami’,  a artykuł 1. Ustawy o systemie oświaty mówi, że system ów zapewnia ‘wspomaganie przez szkołę wychowawczej roli rodziny’. Ponadto wciąż obowiązujące Rozporządzenie ministra oświaty […] w sprawie nauczania o życiu seksualnym człowieka mówi, że powinno ono „promować integralne ujęcie ludzkiej seksualności” oraz „kształtować postawy prorodzinne, prozdrowotne i prospołeczne. Z tej perspektywy działalność seksedukatorów nie tylko sprzeciwia się woli wielu rodziców, ale jest wręcz niezgodna z prawem.

 

Niestety wiele wskazuje, że opisane wyżej zaskakujące rodziców negatywne zjawiska są po myśli ministerialnych urzędników, ponieważ planuje się usunięcie obecnego przedmiotu „wychowanie do życia w rodzinie” (WdŻwR) i zastąpienie go nowym. Rzekomo dlatego, że w polskich szkołach nie ma edukacji seksualnej. Już sam ten argument zdradza zamiary tych którzy nim szermują, ponieważ jest to ewidentna nieprawda. W obecnym WdŻwR jest „cała biologia”, której rzekomo w programie brakuje – wystarczy spojrzeć na spis treści podręczników. Jednak owa ‘biologia’ jest uzupełniona o wychowanie ku wartościom i rodzinie, co właśnie stanowi integralne ujęcie seksualności. Program zwolenników liberalnej ideologii permisywizmu seksualnego przyjął za cel odarcie tego programu z wartości i wprowadzenie jako rzekomego dobra antywartości – pustej i egoistycznej przyjemności oraz całkowitej swobody seksualnej bez odpowiedzialności. Można dyskutować nad korektami programowymi czy lepszym przygotowaniem nauczycieli, ale trzon, owo integralne ujęcie ludzkiej seksualności, powinien z pewnością pozostać.

 

Jak sprawić, by głos rodziców był słyszalny i wysłuchany

 

Dlatego jako rodzice zabieramy w tej sprawie głos i chcemy by głos ten był w szkołach, kuratoriach i ministerstwie edukacji usłyszany i wysłuchany. Aby tak się stało musi to być głos naprawdę donośny i musi dobiegać z wielu stron. Dlatego organizujemy się i wzywamy do działania wszystkich rodziców. Dlatego przypominamy o ich konstytucyjnych prawach i narzędziach ich realizacji.

 

Naturalnym i prawnie przewidzianym organem do wyrażania opinii na temat programu szkolnego są rady rodziców. Zgodnie z artykułem 54. ust. 2.1)a) i b) Ustawy o systemie oświaty „do kompetencji rady rodziców […] należy uchwalanie w porozumieniu z radą pedagogiczną programu wychowawczego […] i programu profilaktyki”, które obejmują „wszystkie treści i działania o charakterze wychowawczym i profilaktycznym”.

 

Ponadto, „Podjęcie działalności w szkole … przez stowarzyszenie lub inną organizację, […] której celem statutowym jest działalność wychowawcza albo rozszerzanie i wzbogacanie form działalności dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej szkoły […] wymaga uzyskania zgody dyrektora szkoły … po uprzednim uzgodnieniu warunków tej działalności oraz po uzyskaniu pozytywnej opinii … rady rodziców.

 

I wreszcie artykuł 53 ust. 5. tej ustawy stwierdza, że „rady rodziców mogą porozumiewać się ze sobą, ustalając zasady i zakres współpracy”. Porozumienia rad rodziców na różnych szczeblach, od gminnych i regionalnych, aż po ogólnokrajowe mogą być dla władz oświatowych i rządu umocowanym ustawowo partnerem, którego głos trudno będzie zlekceważyć.

 

Jak widać rady rodziców mają kompetencje pozwalające zarówno wpływać na  program wychowawczy szkoły jak i na działanie na jej terenie zewnętrznych organizacji. Rady rodziców mogą wzmocnić swoją siłę porozumiewając się i jednocząc. Wobec istniejących zagrożeń niewykorzystanie takich możliwości byłoby niewybaczalnym zaniechaniem. Dlatego apelujemy do wszystkich rodziców, którzy nie akceptują seksualizacji dzieci w szkołach i przedszkolach do aktywnego  zaangażowania się w pracę rad rodziców w nadchodzącym roku szkolnym. Razem stanowimy olbrzymią siłę i jeśli będziemy zorganizowani, władze oświatowe na wszystkich szczeblach będą musiały się liczyć z naszym głosem. Bo to naprawdę my mamy prawo decydować o tym jak będą wychowywane nasze dzieci.

 

Grzegorz Strzemecki

Obywatelska Inicjatywa Rodzin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Solve : *
26 ⁄ 13 =