Zwycięstwo rewolucji gender-queer w USA

Contemplation of Justice

Sąd Najwyższy USA narzucając wszystkim stanom obowiązek legalizacji „małżeństw” tej samej płci odebrał prawa ustawodawcy i poszczególnym stanom otwierając puszkę Pandory dalszych redefinicji małżeństwa.

26 czerwca Sąd Najwyższy USA wydał orzeczenie, że z gwarantowanego przez Konstytucję równouprawnienia obywateli wynika, że poszczególne stany nie mogą zakazywać legalizowania związków jednopłciowych. Tym samym sąd przypieczętował zmiany definicji małżeństwa w najważniejszym kraju zachodniej cywilizacji.   Przypieczętował, ponieważ samej zmiany dokonał już dwa lata temu, 26 czerwca 1013r. uznając za niekonstytucyjne zdefiniowanie małżeństwa jako „związku jednego mężczyzny i jednej kobiety”. Stwierdzenie to zawarte było w uchwalonej w 1996 roku „Ustawie o obronie małżeństwa” (Defence of Marriage Act), którą sąd w jej kluczowym punkcie uznał za niekonstytucyjną. Oznacza to, że dla sądu biologia przestała się liczyć – człowiek jest postrzegany w kategoriach ideologii gender-queer traktującej biologiczną płeć jako cechę marginalną.

Oponenci mają wprawdzie 25 dni na złożenie wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy, jednak dotychczasowa praktyka wskazuje, że takie wnioski prawie nigdy nie są uwzględniane. Nie widać zresztą żadnego powodu dla którego sąd, który faktycznie przejął uprawnienia ustawodawcy miałby sam zrezygnować z tak zdobytej władzy, dodatkowo przypieczętowanej uległością praworządych amerykanów, ponieważ nawet zdecydowani oponenci orzeczenia sądu w większości nie wyobrażają sobie nierespektowania tej decyzji.

Spośród znaczących polityków do wyjątków należą takie wypowiedzi jak Mika Huckabee, byłego gubernatora Arkansas i pretendenta do prezydentury, który powiedział;

„Sąd najwyższy wypowiedział się w kwestii o której decyduje wyłącznie Istota Najwyższa… Nie ulegnę imperialnemu sądowi, tak jak nasi ojcowie założyciele nie ulegli imperialnemu brytyjskiemu monarsze.  Musimy stawić opór i odrzucić sądową tyranię i nie ustępować … Sąd najwyższy nie może unieważnić praw natury w sprawie małżeństwa, tak jak nie może unieważnić prawa grawitacji.”

Jednak nawet najbardziej zagorzali oponenci będą mieli problem, ponieważ decyzja sądu odzwierciedla zmianę poglądów jaka nastąpiła na przestrzeni ostatnich lat w Stanach Zjednoczonych, co jest niewątpliwym sukcesem marszu lewicowych idei nie tylko przez instytucje, ale przede wszystkim przez umysły Amerykanów. Trzeba jasno powiedzieć, że konserwatywna rewolucja epoki Ronalda Reagana została zaprzepaszczona poprzez fakt jej ograniczenia przede wszystkim do ekonomii. Pamiętać należy, że o naukach Ragana w tej dziedzinie pamiętał ultralewicowy Bill Clinton, którego słynne „gospodarka, głupku” wzięło się właśnie z tych nauk.  W kwestiach obyczajowych i sferze wartości Clinton pierwszy zaczął wprowadzać ultralewicowe nihilistyczne rozwiązania i pierwszy podjął próby kwestionowania „Ustawy o obronie małżeństwa”, którą zmuszony był podpisać po jej uchwaleniu przez Republikańską większość.

W ostatniej decyzji sądu najwyższego decydujący okazał się głos sędziego Anthony Kennedy’ego. Miał on już wcześniej opinię niejednoznacznie głosującego (swinging vote). Nie sposób jednak nie zauważyć, że Kennedy wychował się w pochodzącej z Irlandii katolickiej rodzinie i dotąd przedstawia się jako katolik. Nie mniej zwracają  uwagę kluczowe punkty jego kariery. Został on w roku 1975 nominowany na sędziego sądu apelacyjngo przez republikańskiego prezydenta Geralda Forda na wniosek gubernatora Kalifornii Ronalda Reagana, którego afiliacji chyba nie trzeba przypominać. W 1987 roku ten sam Ronald Reagan jako prezydent USA nominował go do Sądu Najwyższego.

Sędzia Kennedy jest więc żywą ilustracją zdrady czy też uległości wobec lewicowej, nihilistyczne narracji elit konserwatywnych. Kto ma bowiem bronić małżeństwa jeśli niszczą je ci w których chcielibyśmy widzieć jego obrońców? Jak rozumieć doniesienia prasy, że George W. Bush był świadkiem na lesbijskim ślubie, choć oficjalnie wyrażał swoją dezaprobatę dla takich związków? Całkiem jednoznacznie brzmi poparcie dla takich związków ze strony kilku republikańskich senatorów. Spośród wielu procesów i mechanizmów, które doprowadziły do obecnej sytuacji zdrada nie tylko konserwatywnych przecież wartości często aż nadto rzuca się w oczy i powinna być dla nas ważnym memento. Dotyczy to nie tylko Stanów Zjednoczonych. Przecież konserwatywny premier Wielkiej Brytanii David Cameron powiedział, że popiera małżeństwa tej samej płci właśnie dlatego, że jest konserwatystą (sic!).

Po decyzji SN USA zwolennicy związków jednej płci triumfowali, na przykład zakładając  na swoich zdjęciach profilowych na facebooku tęczowe filtry. Trudno od nich teraz oczekiwać jakiejkolwiek głębszej refleksji, na przykład, że przyznanie pełni praw małżeńskich, a więc i adopcyjnych homoseksualistom pozbawia dzieci prawa do wychowania przez ojca i matkę.  Ale cóż. Inżynieria społeczna takimi drobiazgami nie zawraca sobie głowy.

Po ogłoszeniu decyzji przez sąd Barak Obama mówił o zwycięstwie Ameryki :

„Dziś rano Sąd Najwyższy uznał, że Konstytucja gwarantuje równość małżeństw… potwierdził, że wszyscy powinni być jednakowo traktowani, niezależnie od tego kim są i kogo kochają”

Wtórowała mu Hillary Clinton:

„Świętując pamiętajmy, że nasza praca nie będzie ukończona do czasu kiedy każdy Amerykanin będzie mógł nie tylko wziąć ślub, ale też żyć, pracować, modlić się i mieć rodzinę bez dyskryminacji i uprzedzeń.”

Wczytajmy się uważnie w te słowa, ponieważ obecnie nabrały jednoznacznego sensu. Żadne dotychczas  domyślne i oczywiste ograniczenie nie stanowią hamulca dla lewicowych inżynierów społecznych. Zawsze przecież było oczywiste, że każdy może wziąć ślub, jednak z pewnymi ograniczeniami, np. płci i wieku. Obecnie przekonaliśmy się, że żadne domyślne ograniczenia nie istnieją. Sąd Najwyższy USA otworzył puszkę Pandory.

 

Artykuł ukazał się w „Gazecie Polskiej” z 8.07.2015 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Solve : *
19 × 21 =