Stop deprawacji w edukacji! Część 6

704151039711440916253

(powrót do części 5.)

Czy nasze dzieci będą takie jak oni?

(UWAGA: tekst przeznaczony jest wyłącznie dla dorosłych czytelników)

Szefowa MEN zapewnia, że nic się nie dzieje, jednak na początku września przygotowuje w kancelarii premiera konferencję, na której programami i podręcznikami szkolnymi będą zajmować się ideolodzy gender queer. Będą je oceniać i rekomendować zmiany. Rodzice nie mają tam prawa głosu.

  (Przypominamy, że cykl odnosi się  do  politycznego kontestu z lata 2015r., tj. rządu PO-PSL, patrz wyjaśnienie przed częścią 1.)

W pierwszym artykule niniejszego cyklu pisaliśmy, że rząd ma podstawy i zobowiązania ustawowe, aby w ramach rzekomej walki z dyskryminacją w szkołach promować zachowania i związki homo- i queer-seksualne. Polska podjęła się bowiem

promowania zmian wzorców społecznych i kulturowych dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na … na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn.

Jest to fragment artykułu 12. ratyfikowanej kilka miesięcy temu przez Polskę Konwencji, która ma rzekomo służyć zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Ów skandaliczny zapis o promocji bezpodstawnie uprzywilejowanej niestereotypowości i wykorzenianiu równie bezpodstawnie dyskryminowanej stereotypowości nie służy w zwalczaniu jakiejkolwiek przemocy. Należy go odczytywać w duchu „polityki antydyskryminacyjnej”, czyli w odniesieniu do orientacji seksualnej, jako promocję nieheteronormatywności. Tak też odczytują je promotorzy i zwolennicy tych zapisów:

„Związki homo są szczęśliwsze od rodzin tradycyjnych… jest w nich mniej przemocy” zaś „lepsze relacje w związkach jednopłciowych to efekt tego, że nie działają w nich stereotypy społecznych ról płci. Partnerzy tworzą relacje opierające się na własnych potrzebach, a nie na dyktowanych tradycją schematach” – pisała Gazeta Wyborcza, w ogniu debaty o Konwencję walcząc o wykorzenienie tradycji, by uszczęśliwić ludzkość związkami homo i queer.

http://wyborcza.pl/1,75478,16730750,Zwiazki_homo_sa_szczesliwsze_od_rodzin_tradycyjnych_.html

Dla nas istotne jest, że za artykułem 12. idzie artykuł 14., zalecający wprowadzenie do oficjalnych programów nauczania na wszystkich poziomach edukacji materiałów szkoleniowych…dotyczących … niestereotypowych ról przypisanych płciom.

Ewa Kopacz przymusiła tzw. konserwatywnych posłów PO do przegłosowania Konwencji, co nawet życzliwe PO media nazwały łamaniem ich sumienia. Jest zrozumiałe, że ta determinacja w forsowaniu Konwencji przekłada się na determinację w forsowaniu jej artykułu 14. w edukacji – stąd deklaracje MEN wobec środowisk LGBT, że będzie wprowadzał w szkołach „edukację antydyskryminacyjną” czyli promocję niestereotypowej homo i queer-seksualności.

Kiedy zrobiło się głośno o protestach rodziców wobec tych zabiegów, MEN zaczęło przekonywać że takich planów nie ma, np. 24 sierpnia na facebooku:

Szanowni Państwo, stop wprowadzaniu rodziców w błąd. Ministerstwo Edukacji nie wprowadza standardów WHO do polskich szkół. Prace nad zmianą podstawy programowej do WDŻ jeszcze nie ruszyły. Nie ma mowy o jakichkolwiek zmianach od 1 września.

Odpowiedź jest ewidentnym unikiem, bo rodzicom chodzi o zapowiadane zmiany podstawy programowej WDŻ, których nie wprowadza się z dnia na dzień (np. od 1 września). Standardy WHO mogą być z takim samym skutkiem zastąpione standardami Pontonu. Uspokajanie, że „prace jeszcze nie ruszyły” może oznaczać, że ruszą następnego dnia.

I faktycznie oznacza: inne tryby machiny przygotowującej zmiany już ruszają, co jeszcze bardziej obnaża krętactwa MEN: Na 10 września zapowiedziana jest w KPRM konferencja p.t. „Gender w podręcznikach – diagnoza w kierunku równościowej i antydyskryminacyjnej edukacji szkolnej” (SIC!) – „Szkoła milczenia” doskonale pokazała, co się kryje za „edukacją antydyskryminacyjną” wg gender. Na konferencję zaprasza pełnomocnik rządu ds. „równości”, czołowa promotorka ideologii gender-queer, prof. Małgorzata Fuszara (SIC!) i Maciej Duda, który już w 2011 r. uczył państwowych urzędników teorii queer (SIC!). Zaprasza też Joanna Piotrowska, współautorka destabilizującego seksualność dzieci projektu „równościowe przedszkola” (SIC!) i zarazem prezes Fundacji Feminoteka, która ten projekt zrealizowała (SIC!). Co więcej to Feminoteka przyjmuje zgłoszenia na tę konferencję pod adresem konferencja@feminoteka.pl ). Zapraszają jeszcze trzy inne genderystki, ale nie ma tu już miejsca by opisywać, co mają za gender-uszami. Wszyscy oni mają oceniać podstawy programowe i podręczniki oraz dawać rekomendacje do ich zmian. To towarzystwo jest z pewnością odpowiednio merytorycznie przygotowane i nastawione, by podjąć i kontynuować dzieło „Szkoły milczenia”.

Info o konferencji tutaj: http://feminoteka.pl/aktualnosci/zaproszenie-na-konferencje-gender-w-podrecznikach-diagnoza-w-kierunku-rownosciowej-i-antydyskryminacyjnej-edukacji-szkolnej/

Skupimy się na merytorycznym przygotowaniu i kompetencjach pani prof. Fuszary. Wiemy, że jest ona specjalistką od promocji płciowej niestereotypowości i wykorzeniania płciowej stereotypowości, bo nominując ją na stanowisko w rządzie premier Tusk uznał ją za idealną kandydatkę do zajmowania się sprawami Konwencji o „wykorzenianiu stereotypów płciowych”. Faktycznie, do promowania seksualnej niestereotypowości trudno znaleźć lepszą kandydatkę. W maju 2012 r. doktoranci z koła gender-queer, którego powstanie zainicjowała, przygotowali pod jej naukową opieką konferencję pt. „Nienormatywne praktyki rodzinne”. Na otwarcie konferencji, opiekun doktorantów prof. Kurczewski określił jej cel:

Ja tradycyjnie wykładając używam tradycyjnej definicji małżeństwa jako takiego związku kobiety z innymi partnerami lub partnerkami, który gwarantuje jej potomstwu właściwy normalny status społeczny, ale wiem, że już czasy są nowe i ta być może zupełnie przestarzała definicja w wyniku tych dyskusji zostanie zmieniona, podważona, czego życzę państwu

To wysoce, niestereotypowe rozumienie „tradycyjności” wysoko ustawiło poprzeczkę niestereotypowości, wobec czego szereg referatów takich jak „Lesbijki, geje i ich dzieci – różnorodność form rodzinnych” brzmiałoby zupełnie banalnie. Jednak gejowska kultura, którą edukacja antydyskryminacyjna ma promować wcale taka banalna nie jest. Przekonuje się nas, że gejowskie związki i „małżeństwa” nie różnią się niczym od tych normalnych. Różnią się, choćby tym że z reguły są „otwarte” dla chwilowych „uczestników”. Gejowską kulturę wyraża gejowska sztuka, którą w Queer Studies opisano jako „sztukę mężczyzn homoseksualnych …związaną… z ich tożsamością i stylem życia”. Oto przytoczone tam przykłady tej sztuki przedstawiające ów gejowski styl życia:

…tematy prac Radziszewskiego pochodzą z repertuaru gejowskiej erotyki i pornografii. Jego obrazy i murale, które wykonuje w klubach, przedstawiają sceny homoseksualnego seksu, orgie, pozycje seksualne, zbliżenia na organy płciowe. Pojedyncze obrazy pokazują np. seks oralny, ociekające spermą genitalia …. [Inny artysta,] Sławomir Belina wykonuje setki migawkowych fotografii z organizowanych przez siebie „domówek”, czyli gejowskich orgii w domu, na które zaprasza facetów poznanych przez Internet. Wszystko fotografuje, ale tak, aby zasłonić twarze, a pokazać porażające kompozycje z ciał i ich fragmentów. Małe fotografie, luźno zawieszone, pokrywają całe ściany, na których są eksponowane niczym mozaika pożądania.

W Niemczech młodzież jest już w tę kulturę wprowadzana w szkołach. Np. w podręczniku Przewodnik po lesbijskich i gejowskich stylach życia (M. Fuge, Handreichung lesbische und schwule Lebensweisen), który już w 2007 r. został przekazany przez Wydział Edukacji Berlina wszystkim szkołom ponadpodstawowym (w Niemczech zaczynającym się od 5 klasy) znajdujemy takie ćwiczenie dla chłopców:

Siedzisz sobie przy barze w gejowskim pubie. Dziś wieczorem przydałby ci się właściwie w łóżku ładny facet. Do lokalu wchodzi akurat jeden nowy. Jak najlepiej skorzystasz z tej okazji?

Jak widać, nie jest to obyczajowość stereotypowa, dlatego Konwencja wskazuje ją jako godną promowania. Prelegenci z konferencji prof. Fuszary wspięli się jednak na wyższy poziom niestereotypowości, Jak np. w referacie o FemDom LifeStyle, związkach trwale osadzonych w kategoriach BDSM, gdzie kobieta dominuje nad mężczyzną i przejmuje rolę osoby rządzącej związkiem. To nie jedyny element niestereotypowości, bo angielski skrót BDSM to trzy pary literek w jednym: Bondage-Discipline; Domination-Submission oraz Sadism-Masochism, czyli po polsku: związanie-dyscyplina; dominacja-podległość oraz sadyzm-masochizm. Wzbogaconą takimi doznaniami sadomasochistyczną „formę rodzinną”, wikipedia ilustruje fotografią dominującej pani z pejczem trzymającej na smyczy podległego i związanego pana w obroży – kultowym rekwizycie BDSM. Prelegent rozwodził się lirycznie nad formami okazywania bliskości i czułości przez penetrację analną odbytu mężczyzny różnymi przedmiotami, jednak po lekcjach Pontonu możemy te formy traktować jako niemal stereotypowe.

Profesor Fuszara podtrzymywała poziom niestereotypowości retorycznymi pytaniami kwestionującymi sens podtrzymywania zakazu kazirodztwa między rodzeństwem. Dopuszczała jednak zasadność tego zakazu w relacjach wstępny-zstępny, czyli chyba między rodzicami a dziećmi. Inni prelegenci nie mieli jednak takich uprzedzeń. Jeden z nich, również wpadał w liryzm pytając „gdzie szukać języka, który zdoła opowiedzieć o głębokich, miłosno-erotycznych relacjach ojców i synów? Zarazem stwierdził, że namysł nad zakazem kazirodztwa towarzyszy feminizmowi oraz teoriom gender-queer, zaś inny dodawał, że nacisk na alternatywne formy bliskości dopuszczający relacje seksualne/pożądania między wszystkimi członkami rodziny (w tym między rodzeństwem oraz rodzicami i dziećmi) jest inherentny dla teorii queer – to znaczy, że jest z niej nieusuwalny, nieodłącznie z nią związany.

Jeden z prelegentów wizję „szczęśliwego społecznie świata” w kulturze balów drag:

życie społeczne osób nieheteronormatywnych nie jest tak zrytualizowane i zinstytucjonalizowane jak życie heteryków: każda relacja jest przygodą na niezbadanym terytorium, czy to między dwoma gejami, dwoma lesbijkami, gejem i lesbijką, czy między trzema lub więcej odmieńcami lub między gejami i heteryczkami[…] Między płatnym seksem, kochankami, wszystkimi naszymi ex, przyjaciółmi, przyjaciółkami, seks-przyjaciółmi, kumplami z knajpy a kochankami przyjaciół z knajpy, przyjaciółmi z knajp kochanków czy kochanek, towarzyszami i towarzyszkami życia – odmieńcy tworzą zadziwiająco bogatą paletę różnorakich intymności. […] Właściwie heterycka kultura powinna się od nas uczyć tego bogactwa, różnorodności funkcjonowania w płynnych relacjach.

To ostatnie zdanie literalnie wyraża postulat Konwencji rzekomo antyprzemocowej, która nakazuje „wprowadzenie do oficjalnych programów nauczania na wszystkich poziomach edukacji materiałów szkoleniowych…dotyczących… niestereotypowych ról przypisanych płciom”, by heterycka młodzież „uczyła się tego bogactwa, różnorodności funkcjonowania w płynnych relacjach”.

To prowadzi nas do następującego podsumowania:

Mając ustawowe zobowiązanie (Konwencja) do wykorzeniania stereotypowych i promowania niestereotypowych seksualności w szkolnictwie, minister edukacji zaprosiła specjalistów od niestereotypowych seksualności, teoretyków/ideologów gender-queer, których zasadniczy celem jest m.in. „podważanie i zmienianie tradycyjnej definicji małżeństwa”, „destabilizacja kategorii płci i seksualności [oraz] destrukcja opartego na tych kategoriach systemu [społecznego].”

Specjalistom tym dała za zadanie „analizę zawartości polskich podręczników oraz treści podstaw programowych” oraz „wskazanie zmian w kierunku równościowej i antydyskryminacyjnej edukacji szkolnej” – bo tak został określony cel projektu „Gender w podręcznikach”. Narzuca się pytanie: w jakim celu minister edukacji wybrała do tego zadania akurat takich specjalistów? I jest to pytanie wybitnie retoryczne, ponieważ w świetle tego, czym zajmują się ci specjaliści i co jest ich celem; w świetle ustaw, które ten rząd przeforsował i zobowiązań, które na niego nakładają; w świetle przytaczanych przykładów z krajów które stale są dla nas wzorem i tego co już się w nich wydarzyło; świetle tego, że ową „politykę i edukację dyskryminacyjną” we wszystkich krajach wprowadzano po cichu, ukrywając jej prawdziwe cele i oblicze; w świetle wszystkiego, o czym była mowa w poprzednich częściach cyklu, odpowiedź jest oczywista.

Specjaliści od związków homo i queer będą dyskutować o zmianach programów szkolnych i podręczników, (w tym wychowania do życia w rodzinie), by „wykorzeniać” „ideologiczne” i „stereotypowe” normalne rodziny i małżeństwa zaś nieobecni, bo oczywiście nie zaproszeni i nawet nie poinformowani o konferencji rodzice mają z założenia nie mieć tej kwestii nic do powiedzenia. To jest prawdziwe świadectwo traktowania rodziców przez minister Kluzik-Rostkowską, a nie mizdrzenie się do nich w telewizji przed dziennikarką, która usłużnie zada takie pytania, by uprawiając monolog, pani minister mogła zachować pozory dialogu i robić dalej swoje. Jest to również kolejne świadectwo zamiarów szefowej MEN.

Jak odcisk palca i motywy wskazują jednoznacznie przestępcę, tak zebrane powyżej informacje pokazują dobitnie, w jakim kierunku mają iść planowane przez ministerstwo zmiany. Zaś wobec spodziewanej (i już okazywanej) postawy rodziców, jest całkowicie zrozumiałe, że szefowa MEN mataczy i ukrywa swoje rzeczywiste cele. Jest to tak samo zrozumiałe i oczywiste jak to, że truciciel podający szklankę swojej ofierze przekonuje go, że jest w niej zdrowy i smaczny napój. Dokładnie w ten sam sposób postępuje szefowa MEN, Joanna Kluzik-Rostkowska, mamiąc rodziców, że nie ma żadnych złych zamiarów. Jednak truciznę tę podano dzieciom, młodzieży (i całym społeczeństwom) w tylu krajach, że najwyższa już pora, by dostrzec i przyjąć do wiadomości, że to naprawdę trucizna, że jest groźna i że trzeba koniecznie odtrącić rękę truciciela. Dość! Basta! – jak zawołali Włosi na milionowym zgromadzeniu w Rzymie.

I tu powstaje pytanie – już nie do szefowej MEN, i nie do rządu, bo on na nie wielokrotnie, choć nie wprost, odpowiedział. Jest to pytanie do polskich rodziców, czy godzą się na to, by polska szkoła promowała i zachęcała dzieci i młodzież do (seksualnej) różnorodności, do wszelkich seksualnych postaw i stylów życia. Czy FemDom Life Style,kultura balów drag, związki kazirodcze, gejowskie orgie, albo „zwyczajne” stosunki analne, tak plastycznie opisywane na stronach „Pontonu”, to style życia, które mają być polskiej młodzieży, a nawet dzieciom proponowane jako dopuszczalne i równouprawnione wzorce?

Polscy rodzice powinni na to pytanie odpowiedzieć. Najpierw sobie, przezwyciężając znane z psychologii zjawisko nie przyjmowania do wiadomości zbyt strasznej rzeczywistości. Potem powinni odpowiedzieć na to pytanie publicznie, tak by usłyszał to rząd i szefowa MEN, ale także inni rodzice, by mogli dowiedzieć się, co proponuje się ich dzieciom i by mieli szansę także się w tej kwestii wypowiedzieć. Wreszcie rodzice powinni na to pytanie odpowiedzieć przy urnach wyborczych, oceniając ostatnie rządy, które ze wszystkich sił wprowadzały politykę „wykorzeniania stereotypowej seksualności” ukrywając ją pod hasłami „polityki antydyskryminacyjnej”.

Niemieccy geje i lesbijki wołali do niemieckich rodziców: „Wasze dzieci będą takie jak my!”. Jakie będą nasze, polskie dzieci? Będą takie, jakimi je wychowamy, ale również takie, jakimi wychowa je polska szkoła. Czy polscy rodzice pozwolą, żeby polska szkoła wychowała ich dzieci zgodnie z celami tzw. edukacji antydyskryminacyjnej? Jakie zatem będą nasze dzieci? Czy „będą takie jak oni”?

                                                Koniec cyklu „Stop deprawacji w edukacji”

Grzegorz Strzemecki

                                                                                     (Powrót do części 1.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Solve : *
30 ⁄ 15 =