Degenderyzacja potrzebna od zaraz

Jednym z najważniejszych zadań nowego rządu powinno być zawrócenie Polski z genderystowskiego kursu wyznaczonego ustanowieniem takich narzędzi do realizacji polityki queer jak Konwencja CAHVIO, ustawa o in vitro czy genderystowskie projekty edukacyjne.

Ważne jest „zawrócenie”, a nie „zatrzymanie”.  Stało się bowiem regułą, że we właściwych demokracjom naprzemiennych rządach (zwykle realnej) lewicy i (jakże często nominalnej i bezideowej) prawicy ta pierwsza konsekwentnie realizowała program rewolucji maszerującej czy raczej pełzającej przez instytucje, podczas gdy ta druga najwyżej ten proces zatrzymywała lub spowalniała. Dzięki temu przy każdym powrocie do władzy lewica przystępowała do kontynuowania rewolucji, dodatkowo wspieranej systematycznym praniem mózgów społeczeństw przez operujące lewicowymi kliszami media, instytucje edukacyjne i inne środowiska opiniotwórcze. W ten sposób przygotowywano społeczną akceptację kolejnych ekscesów queer-seksualnej rewolucji. W tym kontekście degenderyzacja, tj. zawrócenie z kursu ku „świetlanej przyszłości” wyzwolenia z płci, zapowiadanej przez ideologów gender-queer, będzie ważnym testem dla nowych władz.

ŚWIADOMOŚĆ DOKONUJĄCEJ SIĘ REWOLUCJI

Punktem wyjścia i warunkiem degenderyzacji dostrzeżenie dokonującej się rewolucji, jej skali, radykalizmu i zagrożeń jakie stwarza, wbrew głosom „rozsądku” i „umiarkowania” bagatelizującym ją jako temat zastępczy, a jej komponent queer za margines. Trudno jednak uznać za margines rządzącą Polską przez ostatnie osiem lat koalicję, a to ona uczyniła ministrem Małgorzatę Fuszarę, promotorkę gender-queer, liderkę środowiska, które za tradycyjną definicję małżeństwa uważa „związek kobiety z innymi partnerami lub partnerkami” (sic!) i pracuje nad tym, by ”ta …przestarzała definicja … została zmieniona i podważona”. Tak określono cele konferencji „nienormatywne praktyki rodzinne” pod naukową (?) opieką właśnie prof. Fuszary. Owo „podważanie” polegało na przedstawianiu i zachwalaniu związków kazirodczych, sadomasochistycznych, poliamorycznych uzupełnionym wezwaniem by „heterycka kultura uczyła się  bogactwa, różnorodności funkcjonowania w płynnych [queer-seksualnych]  relacjach”. IIIRP odpowiedziała na to wezwanie, ratyfikując Konwencję zobowiązującą Polskę do promowania zmian „wzorców zachowania kobiet i mężczyzn i wykorzenienia stereotypowych ról płciowych” realizowanego m.in.  na wszystkich poziomach edukacji, w instytucjach edukacyjnych o charakterze nieformalnym oraz mediach. Oznacza to realizację celów teorii/ideologii gender queer: „wprowadzenia zamieszania w kategoriach płci kulturowej” (Judith Butler) i „destabilizacji kategorii płci i seksualności” (Jacek Kochanowski) prowadzących do świata ludzi, którzy „określają się w płynny, dynamiczny sposób co do swych seksualnych preferencji” (Ireneusz Krzemiński).

Nieświadomie realizując te cele, większość krajów Zachodu zalegalizowała homozwiązki o statusie małżeństwa z prawem adopcji nawet nie zauważając, że dokonują najgłębszej i najbardziej radykalnej rewolucji w historii ludzkości, gwałcąc przy okazji prawa dzieci do wychowania w ekosystemie naturalnej rodziny, o prawach natury nie wspominając.  W imię frazesów o równości obalono opartą na biologii definicję rodzicielstwa, rodziny i małżeństwa. W USA o rodzicielstwie decyduje już nie biologia, a sądy, które nadając rodzicielstwo np. parze gejowskiej, pozbawiają biologicznych rodziców wszelkich praw, zaś handlowy aspekt nabywania takich praw nadaje temu procederowi  charakter współczesnego niewolnictwa.

EDUKACJA DLA GENDERYZMU

Państwowy system edukacji wymusza wychowanie w duchu akceptacji dla tych ekscesów. „Karta laickości” obowiązująca w szkołach francuskich stwierdza, że „żaden uczeń nie może sprzeciwiać się, w imię swoich przekonań politycznych lub religijnych, prawu nauczyciela do realizacji jakiegokolwiek punktu z programu nauki”. Trybunał w Strasburgu przypieczętował odebranie praw rodzicom niemieckim w 2009r.  stwierdzając, że „szkolne lekcje są obiektywne, zgodne z wymogami społeczeństwa pluralistycznego”.  Na tych lekcjach dzieci w wieku od lat 12-tu mogą dowiedzieć się, że „gang-bang to jest seks z wieloma mężczyznami ustawionymi w kolejce”, zaś młodzież (od lat 15-tu) może dostać zadanie zmodernizowania burdelu zaspokajającego potrzeby osób o rozmaitych orientacjach seksualnych (podręcznik „Pedagogika seksualna różnorodności” wykorzystywany w niektórych niemieckich szkołach autorstwa Elizabeth Tuider, teoretyczki gender-queer).  Rodziców, którzy sprzeciwiają się takiej edukacji karze się w Niemczech grzywnami i więzieniem.

Polska idzie w tym samym kierunku. W ramach programu „Otwarta szkoła” aktywiści LGBTQ zapowiedzieli zwiększenie w tym roku szkolnym liczby zaburzających seksualność młodzieży warsztatów antyhomofobicznych. Jeszcze przed wyborami, na konferencji „Gender w podręcznikach” Małgorzata Fuszara zapowiedziała zmasowany atak na wydziały pedagogiczne wyższych uczelni i koalicję z ich dziekanami z zamiarem genderystowskiej indoktrynacji przyszłych kadr nauczycielskich, jako wpływających w istotnym stopniu na realizację programu szkolnego. To realny projekt sterowania oświatą niezależnie od intencji nowego kierownictwa MEN, który wspomogą progenderystowskie organizacje pozarządowych hojnie wspierane finansowo przez UE, ONZ i prywatne fundacje.

JESZCZE WIĘCEJ RÓŻNORODNOŚCI

Taka edukacja zmieni mentalność społeczeństwa i skutecznie wypromuje niestereotypowe seksualności. W takich okolicznościach przyzwolenie na nie jest równie nieuchronne jak kolejny krok w indukcji matematycznej. Jeśli bowiem uważamy, że granica społecznej akceptacji pozostawiająca homoseksualizm poza jej nawiasem jest wyznaczona arbitralnie (przez religię, kulturę, tradycję) i dlatego należy ją znieść, to przecież granica pozostawiająca poza nawiasem np. pedofilię czy zoofilię jest wyznaczona równie arbitralnie, zatem w myśl takiego rozumowania również powinno się ją usunąć, włączając w obręb normy najdalej idące queer-seksualizmy.

W imię usuwania tych granic niemiecki pedofil Dieter Gieseking domaga się, aby seksualność za obopólną zgodą pomiędzy dzieckiem a dorosłym nie była więcej zagrożona karą, bo pedofile powinni mieścić się w zakresie „różnorodności orientacji seksualnych”. To nie margines, bo także w Polsce już pojawiły się głosy usprawiedliwiające efebofilię, „łagodniejszą” formę pedofilii, zaś Parlament Europejski w dyrektywie Lunacek nakazał Komisji Europejskiej „działania podejmowane w ramach Światowej Organizacji Zdrowia na rzecz usunięcia zaburzeń tożsamości płciowej z listy zaburzeń psychicznych”. Przykłady promocji niestereotypowych seksualności można mnożyć.

Naśladując kraje Zachodu rządy PO-PSL stworzyły prawno-instytucjonalne mechanizmy prowadzące Polskę w kierunku powiększania listy dewiacji akceptowanych w imię równości, różnorodności i queer-seksualnej rewolucji. Jeśli nie chcemy dalej zsuwać się po tej równi pochyłej, degenderyzacja jest potrzebna od zaraz.

Grzegorz Strzemecki
Artykuł ukazał się w Gazecie Polskiej z 20 stycznia 2016 r.