Platforma pod tęczową flagą

parada równości W-wa 2015

Grzegorz Schetyna zapowiedział po wyborach poważną rozmowę na temat legalizacji związków partnerskich. Warto przypomnieć dokonania Platformy na polu zaszczepiania w Polsce genderyzmu, aby mieć świadomość tego co kryje się pod tą zapowiedzią i co mogłoby nas czekać, gdyby Platforma te wybory wygrała.

Trzech gejów wytykających Platformie niezalegalizowanie tzw. związków partnerskich zostało zepchniętych przez ochroniarzy z drogi tzw. Marszu Wolności. Grzegorz Schetyna z wymaganą przez tzw. polityczną poprawność czołobitnością pośpieszył z zapewnieniami, że jest gotów przeprosić za incydent, bo Platforma jest ostatnią partią, z którą środowiska LGBT powinny się konfliktować,  oraz że… tu okazało się że z ust Grzegorza Schetyny nie padły żadne konkretne obietnice, np. że załatwi gejom homo-pseudo-małżeństwa, homo-adopcje i swobodny dostęp do młodzieży szkolnej, którą geje tak bardzo (oczywiście platonicznie) kochają.

Ostrożne poparcie

Polityczny instynkt samozachowawczy kazał Grzegorzowi Schetynie miarkować obietnice, stwierdził bowiem tylko, że po wyborach przyjdzie czas na otwartą debatę sprawie ich żądań. Geje byli zawiedzeni. Zupełnie niesłusznie, ponieważ Platforma podczas swoich rządów dowiodła swojej lojalności (wobec homo- a przeciw heteroseksualistom), forsując nakreślony przez ideologów gender-queer  program queer-seksualnej rewolucji, która pod szyldem tzw. polityki równościowej dąży do zniszczenia naturalnej ludzkiej tożsamości seksualnej i stworzenia „nowego człowieka” wyzwolonego z (ich zdaniem) opresyjnej heteroseksualności oraz zbudowania „świata szczęśliwego społecznie, w którym i kobiety, i mężczyźni określają się w płynny, dynamiczny sposób co do swych seksualnych preferencji„. Przez ostatnie trzy lata rządów koalicji PO-PSL realizacja tego celu nabrała takiego przyspieszenia, że gdyby nie klęska wyborcza w 2015 r., to żądania gejów prawdopodobnie byłyby spełnione i to być może z nawiązką.

Powstrzymywanie się Platformy od afiszowania się z poparciem postulatów LGBTQ wynika wyłącznie z obawy o utratę głosów wyborców. Grzegorz Schetyna będąc w opozycji przypochlebiał się Polakom zapowiedziami zarzucenia „konserwatywnej kotwicy”, jednak jego partia będąc u władzy położyła ogromne, wręcz historyczne zasługi” dla realizacji genderystowskiego programu i jest oczywiste że natychmiast po zdobyciu władzy do tego programu powróci. Dlatego, tytułem ostrzeżenia, trzeba jej dokonania przypomnieć, pokazać czemu służą i dokąd prowadzą.

Konwencja Stambulska jako fundament queer-seksualnej rewolucji

Genderystowskie przyspieszenie rozpoczęło się w grudniu 2012 r. podpisaniem Konwencji Stambulskiej służącej rzekomo zwalczaniu przemocy wobec kobiet, którą ratyfikowano w 2015 r. Konwencja ta położyła fundament pod queer-seksualną rewolucję, po raz pierwszy wprowadzając do polskiego prawa pojęcie tzw. płci społeczno-kulturowej (gender), zastępujące płeć i wprowadzającego celowy zamęt w sprawach seksualności, wg celów wytyczonych przez twórczynię ideologii gender-queer Judith Butler. Główne ideologiczne zapisy konwencji są realizowane w ograniczonym stopniu, ale pełne ich wprowadzenie w życie miałoby rewolucyjne konsekwencje.

Art. 12. zaleca promocję niestereotypowych i wykorzenienie stereotypowych zachowań i ról płciowych, co wyraża postulaty queer-seksualnej rewolucji w bardziej ogólny sposób,  zaś art. 14. nakazuje wspieranie tych działań na wszystkich poziomach edukacji. Owa promocja i wykorzenienie w praktyce przejawiają się np. w tym, że zapisany w konwencji zakaz dyskryminacji ze względu na gender nakazuje zmianę definicji małżeństwa, by nie było ono przywilejem wyłącznie dwóch genderów, tj. kobiety i mężczyzny. Wynika z niego, że należałoby uznać za małżeństwa nie tylko związki jednopłciowe, ale również wszelkie inne, niekoniecznie wyłącznie dwuosobowe kombinacje genderów.

Standardy WHO dla pedofilów

Cele genderystowskiego projektu realizowanego przez rząd PO-PSL potwierdziło zarekomendowanie przez MEN dokumentu „Standardy edukacji seksualnej w Europie. Podstawowe zalecenia dla decydentów oraz specjalistów zajmujących się edukacją”. Według „Standardów” edukacja seksualna już od najmłodszych lat ma „pomóc dzieciom w przeżywaniu ich seksualności„, „wspomóc [ich] rozwój zmysłów i poczucia ciała… [bo] powinny przekonać się iż zagadnienia związane z seksualnością mają pozytywny charakter i są przyjemne„. W tym celu m.in. już w wieku 0-4 lat „Standardy” zalecają „przekazanie [dziecku] informacji na temat radości i przyjemności z dotykania własnego ciała oraz masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa” oraz o tym, że „czułość i fizyczna bliskość jest wyrazem miłości i sympatii„, przy czym umieszczenie tego w punkcie „seksualność” wskazuje, że chodzi o relacje seksualne, a nie np. normalne relacje rodzic-dziecko.

Ten jawny program promocji pedofilii wpisuje się zapisaną w konwencji „promocję niestereotypowych ról płciowych” podobnie jak oswajanie od najmłodszych z różnymi formami zaburzonej seksualności, np.  przyjaźni i miłości do osób tej samej płci, związków osób tej samej płci oraz różnych koncepcji rodziny. Pod presją społecznej krytyki MEN wycofało się z oficjalnej promocji standardów, tłumacząc, że wcale nie rekomendowało dokumentu.

Wybierz płeć, a sąd to przyklepie

Genderystowską ofensywę ekipy PO-PSL w sferze legislacji zwieńczyła obłąkana ustawa o uzgodnieniu płci, która sprawiłaby (gdyby nie weto prezydenta Dudy), że status rzeczywistości, także prawnej, zyskałyby ludzkie wyobrażenia, tzw. fantazmaty, albo zwyczajne przekręty umożliwiające dwóm gejom zawarcie ślubu poprzez zadeklarowanie przez jednego z nich, że jest kobietą.

 O uzgodnienie płci może wnosić osoba – głosiła ustawau której „tożsamość płciowa różni się od płci wpisanej do aktu urodzenia”. Do zalegalizowania dowolnie wybranej płci niezależnej od faktów biologicznych wystarczyłyby odczucia petenta oraz ich potwierdzenie przez dwóch specjalistów z dziedziny psychiatrii, seksuologii lub psychologii klinicznej. Sąd miał jedynie zbadać kompletność  dokumentów.

MEN ramię w ramię z LGBTQ

W sferze władzy wykonawczej genderystowska ofensywa PO-PSL trwała do ostatniej chwili na najważniejszym polu – tj. w sferze edukacji. W lipcu 2015 r szefowa MEN Joanna Kluzik-Rostkowska zapowiedziała zmianę podstawy programowej WDŻ (wychowania do życia w rodzinie).  Kilka dni później spotkała się z przedstawicielami Kampanii Przeciw Homofobii (KPH), w tym z jej prezeską, Agatą Chaber, oraz Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej (TEA). Na spotkaniu szefowa MEN  zapowiedziała intensyfikację tzw. działań antydyskryminacyjnych. „Nasze działania wpisują się w państwa postulaty” powiedziała wiceminister Urszula Augustyn, zarazem pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa w szkołach. Wkrótce potem MEN wydało (obowiązujące do tej pory) rozporządzenie nakazujące wszystkim placówkom podległym MEN „realizowanie działań antydyskryminacyjnych”. Przykładem takich działań były „warsztaty dotyczące homofobii” zapowiadane przez Fabrykę Równości, największą w Łodzi organizację kulturalno-edukacyjną LGBTQ, która zapowiadała, że w rozpoczynającym się roku szkolnym zwiększy dotychczasową liczbę  600 szkolonych uczniów rocznie, a była to przecież tylko jedna z wielu podobnych organizacji, które szykowały się do wzmożenia nacisków na szkoły…

 Na szczęście w październiku organizacje te straciły rządowe wsparcie, co jednak nie oznacza,  że zaprzestały działalności. Dlatego powinniśmy wiedzieć dokąd prowadzą i jakie zagrożenia niesie ze sobą tzw. „edukacja antydyskryminacyjna”,  zwłaszcza prowadzona przez LGBTQ,  by nie dopuścić ich do szkół, do dzieci i młodzieży oraz, co najważniejsze, do powrotu do władzy ich promotorów.

„Zwalczanie przemocy” i „Bezpieczna szkoła” i „edukacja równościowa” w USA

Żeby zrozumieć czemu służy, dokąd prowadzi i jakie zagrożenia niesie ze sobą tzw. „edukacja antydyskryminacyjna”, zwłaszcza prowadzona przez LGBTQ, trzeba przyjrzeć się jak wyglądają dalsze etapy tej edukacji, prowadzone w bardziej „postępowych” krajach, które pokażą nam, czego i my możemy się spodziewać w przyszłości. Tutaj posłużymy się przykładem z USA. Tamtejszą edukację antydyskryminacyjną opisuje w książce „Córki Jeftego” Dawn Stefanowicz, która będąc sama wychowana w środowisku LGBTQ, poświęciła się ochronie dzieci przed jego zakusami:

„do szkół wpuszcza się często specjalne grupy interesów w celu realizowania programów pod szyldami zwalczania przemocy (anti-bullying), „bezpiecznej szkoły” oraz poprzez „Sojusze homo-hetero” (Gay-Straight Alliances). W rzeczywistości polityka ta jest bramą dla bezpośredniej, legalnej indoktrynacji, pozbawienie naszych bezbronnych dzieci wrażliwości i ich rekrutacji przez specjalne grupy interesów w szkołach przy równoczesnym uciszeniu wszystkich uczniów, nauczycieli, administratorów i rodziców, którzy sprzeciwiają się programowi ‚praw seksualnych’ i ‚praw człowieka’ „.

Przerażeni rodzice z Minnesoty tak opisują te „sojusze homo-hetero”: „… młodzi chłopcy są łączeni w pary z dorosłymi homoseksualistami, którzy mają być ich mentorami… To zagraża całemu życiu bezbronnych dzieci. A mogą to być dzieci z waszego sąsiedztwa i z waszej szkoły.”

Specyfikę takich kontaktów opisuje Robert Oscar Lopez, który również sam wyszedł ze środowisk LGBTQ i także podjął działalność w obronie praw dzieci pisze:

…Młodzi geje, którzy ujawniają swoją homoseksualność będąc w szkole średniej są często na łasce gejowskich łobuzów (bullies) którzy popychają ich do seksualnej aktywności. Starsi chodzą za nimi przymuszają ich do seksu. (Stąd pikujące w górę zakażenia HIV wśród chłopców w wieku od 13 do 19 lat.)… Jesteś traktowany jako poszukiwany towar, jak to było ze mną wiele lat temu, …. Mężczyźni pożądają cię. Wpadają w złość jeśli nie ulegniesz. Szybko się tobą nudzą jeśli to zrobisz. Nienasycona potrzeba kontaktu z młodymi, szczupłymi ciałami i chłopięcym twarzami niszczy każdego. … Dlaczego tak wielu czterdziestolatków w środowisku gejów musi mieć dwudziestoletnich partnerów?…

Propagandowa „pigułka gwałtu” dla rodziców

Zaniepokojonych takimi kontaktami rodziców uspokaja się wszechobecnym w mediach przekazem, że homoseksualizmu nie można nabyć ani wyleczyć. Część otumanionych tysiąckrotnym powtarzaniem kłamstwa rodziców zachowuje się jak pod wpływem swoistej „pigułki gwałtu”: nie myśli o możliwym zagrożeniu, nie dopuszcza żadnych ostrzeżeń i z pełnym zaufaniem godzi się na takie kontakty swoich dzieci. Tymczasem na wewnętrznych forach i w teoretycznych pracach ruchu LGBTQ, jego najwybitniejsi ideolodzy mówią coś zupełnie przeciwnego: nie istnieje nic takiego jak stabilna płeć czy stabilna seksualność, a zasadniczym celem ich polityki jest destabilizacja kategorii płci i seksualności oraz obalenie [seksualnej] tożsamości.

W takiej perspektywie homoseksualne uwiedzenie albo inaczej „zarażenie” homoseksualizmem, propagandowo zakrzykiwane i wyszydzane jako niemożliwe, jest właśnie formą tego, co ideolodzy gender-queer stawiają sobie za cel:  zdestabilizowania seksualności, obalenia tożsamości przez uwolnienie z opresji heteronormatywnej, krokiem w kierunku stworzenia nowego człowieka, który uwolniony z opresji heteronormatywnej nie będzie posiadał formy ostatecznej, w kierunku  szczęśliwego społecznie świata w którym ludzie określają się płynny, dynamiczny sposób co do  swych seksualnych preferencji. [cytaty zaczerpnięte z prac Jacka Kochanowskiego, Judith Butler i Ireneusza Krzemińskiego]. Pokazuje to, że krzykliwa propaganda o niemożliwości nabycia czy nauczenia się homoseksualizmu ma ukryć fakt, że taka możliwość istnieje i że to właśnie jest celem LGBTQ.

Co więcej, zabiegi te dają konkretne i wymierne rezultaty. Potwierdzają to badania przeprowadzone w ostatnich latach na dziesiątkach tysięcy amerykańskich uczniów w wieku 14-18 lat przez podległe Departamentowi Zdrowia USA Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC). Porównanie dwóch raportów – za lata 2001-2009 oraz za rok 2015 pokazuje, że liczba młodych ludzi o zaburzonej seksualności (deklarujących homo-, bi-seksualność lub niepewność swojej seksualności) wzrosła pomiędzy obu raportami o 66% i wynosi obecnie (wg raportu za 2015 r.) 12,6 % badanych, a w niektórych stanach (Rhode Island) nawet 15%.* Jak widać, prowadzona od lat „edukacja antydyskryminacyjna” w USA skutecznie zaburza seksualność młodych ludzi, zaś  „sojusze homo-hetero” skutecznie kojarzą dorosłych gejów z nowymi partnerami.

W tak wysokim rozpowszechnieniu zaburzeń seksualnych trudno nie widzieć skutku opisanych wcześniej działań „edukacyjnych” praktykowanych w amerykańskich szkołach, choć znaczący wkład wnosi zapewne również całe otoczenie kulturowe, media itd. Fakty te przekonują, że na wizyty gejów w polskich szkołach w ramach tzw. edukacji antydyskryminacyjnej należy patrzeć jak na fazę wstępną tego samego procesu niszczenia naturalnej tożsamości seksualnej, który w USA jest na bardziej zaawansowanym etapie.

Również w Polsce w programach pod hasłami „równości” „zwalczania przemocy”, „bezpiecznej szkoły” wprowadza się promocję zaburzeń seksualnych i ideologii gender-queer, wśród prelegentów występuje nadreprezentacja homoseksualistów, zaś na rodziców chroniących swoje dzieci przed zaburzaniem tożsamości wyciąga się propagandowy bejsbol oskarżeń o „homofobię”, jakby obawa o zaburzenie seksualności własnego dziecka nie była czymś naturalnym, uzasadnionym i uprawnionym. Jest oczywiste, że te same działania przyniosą w Polsce te same rezultaty co w Ameryce. Jeśli zatem takich rezultatów nie chcemy, nie powinniśmy dopuścić do kontynuowania takich działań.

Memento

Odejście koalicji PO-PSL oznaczało koniec prowadzonej przez państwo polityki niszczenia naturalnej tożsamości i seksualności. Istniejące uzasadnione zastrzeżenia pod adresem rządu Prawa i Sprawiedliwości o niedostateczną ochronę polskich dzieci i młodzieży przed wchodzącymi do szkół genderystami (którzy powołują się na nadal obowiązujące rozporządzenie zalecające „działania antydyskryminacyjne” we wszystkich placówkach MEN), nie zmieniają faktu, że istnieje przepaść między tą nie zawsze dostateczną ochroną, a świadomą realizacją destrukcyjnej, groźnej polityki jaką prowadziła ekipa Tuska i Kopacz.  Politykę tę z pewnością kontynuowałby Grzegorz Schetyna, gdyby znalazł się u władzy, choćby dlatego, że nie śmiałby powiedzieć „nie” unijnym komisarzom. Ma rację mówiąc Platforma jest ostatnią partią, z którą środowiska LGBT powinny się konfliktować. Dlatego powrót jej rządów byłyby  w najwyższym stopniu niebezpieczny dla polskich dzieci i rodzin.

 

_________________

*    Źródła:

Raport za lata 2001-2009:    Morbidity and Mortality Weekly Report (MMWR) Surveillance Summaries, Vol.60/No.7, str. 52     https://www.cdc.gov/mmwr/pdf/ss/ss6007.pdf

Raport za rok 2015:  Morbidity and Mortality Weekly Report (MMWR) Surveillance Summaries, Vol.65/No.9, str. 85   http://www.cdc.gov/mmwr/volumes/65/ss/pdfs/ss6509.pdf

Przedstawione w artykule zagregowane dane porównawcze zostały opracowane przez autora na podstawie danych z pięciu stanów uwzględnionych w obu powyższych raportach, tj. w Delaware, Maine, Massachusetts, Rhode Island i Vermont (w raporcie za 2001-2009 podano dane dla tych pięciu stanów, w raporcie za 2015r. uwzględniono znacznie więcej stanów).

Grzegorz Strzemecki

Tekst ukazał się na portalu fronda.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Solve : *
28 × 8 =