Czy Trybunał UE każe oddawać polskie dzieci homoseksualnym drapieżcom?

IMG_9366

Za niecały tydzień, we wtorek, 5 czerwca Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu ma wydać orzeczenie w sprawie Coman i inni. Można oczekiwać, że stanie się ono podstawą do próby narzucenia legalizacji jednopłciowych pseudo-małżeństw tym krajom Unii Europejskiej, które jeszcze tego nie uczyniły.

Casus Coman i inni.

 Sprawa dotyczy Relu Adriana Comana, obywatela Rumunii i Roberta Clabourna Hamiltona, obywatela USA, którym odmówiono uznania ich za małżeństwo na podstawie aktu małżeństwa wydanego w Belgii w 2010 r. Coman i Hamilton pozwali rząd Rumunii, argumentując, że nie uznając małżeństwa zawartego w innym kraju UE, Rumunia naruszyła ich prawo do swobodnego przemieszczania się w granicach UE. W rezultacie Rumuński Trybunał Konstytucyjny przekazał sprawę do TSUE.

Europejski trybunał może wydać różne orzeczenia. „Miękkie”  domagałoby się uznania, że Coman i Clairbourn są „partnerami de facto”; pośrednie – uznania jednopłciowych związków partnerskich; „twarde” – uznania jednopłciowych „małżeństw”, wiążących się z prawem do adopcji dzieci.

W rzeczywistości każde z tych rozwiązań ma prowadzić do głównego celu, którym jest oddawanie dzieci „w posiadanie”, pod „rodzicielską” władzę homoseksualistów, władzę rozległą i trudną do skontrolowania, bo zamkniętą w ścianach domu, pozwalającą na pełną indoktrynację dziecka, przekonywanie go do wszystkich niestereotypowych praktyk jako normalnych i naturalnych.

 

Zasadniczy cel ruchu LGBTQ

„Prawo do rodziny” (czytaj: „prawo do dzieci”) to jeden z głównych, dawno sformułowanych  celów ruchu LGBTQ. Deklaracja Drugiego Międzynarodowego Kongresu Młodzieży Gejowskiej w Dublinie w 1985 r. głosiła:

jako młodzi ludzie sprzeciwiamy się prawnym ograniczeniom wieku dobrowolnej aktywności seksualnej, ponieważ ograniczają one naszą wolność seksualną i odmawiają nam prawa wyboru z kim nawiązujemy relacje seksualne.

To z ruchu gejowskiego wyszły odważne głosy mówiące głośno o tym, że dzieci są z natury seksualne, że zasługują na prawo do seksualnej ekspresji z dowolną osobą, którą sobie wybiorą – pisał gejowski Guide Magazine w lipcu 1995 r. Zauważmy, że  to właśnie w tym piśmie siedem lat wcześniej ukazał się artykuł Przebudowa heteroseksualnej Ameryki (The Overhauling of Straight America)  opisujący zrealizowaną później strategię, która zmieniła społeczną dezaprobatę wobec homoseksualizmu w jego afirmację.

Jest oczywiste, że wszelkie próby uznania związków homoseksualnych zmierzają do legalizacji jednopłciowych „małżeństw” i nadania im prawa adopcji. To zaś umożliwi dzieciom korzystanie z prawa do seksualnej ekspresji z dowolną osobą, którą sobie wybiorą.  Oznacza to, że owe  wybrane osoby będą, co najmniej na zasadach wzajemności, korzystać z prawa do seksualnej ekspresji z dziećmi. Nie ma znaczenia czy osobą tą będzie „rodzic” czy jeden z wielu partnerów „rodziców”, bo ze względu na znaczną liczbę wciąż zmieniających się partnerów  uczestniczy w tym nie tylko dwóch ludzi, ale całe środowisko. Tak właśnie opisał to w książce Córki Jeftego Charles Mitchell, uczestnik/ofiara takich rodzicielskich/rodzinnych relacji, adoptowany wraz ze swoimi braćmi przez dwóch gejów. Nie jest odosobniony w tej ocenie, bo wiele osób wychowanych w „tęczowych rodzinach” i znających dobrze środowisko LGBTQ potwierdza rozpowszechnione w nim zjawisko seksualnego wykorzystywania nieletnich. To temat na osobny artykuł

 

Homoseksualny drapieżca

Także w mainstreamowych mediach, z założenia forsujących agendę LGBTQ można znaleźć informacje dające do myślenia (o ile ktoś na odwagę myślenia się zdobędzie). Eric Anderson, profesor brytyjskiego Uniwersytetu Winchester, prezentujący się w mediach jako ustatkowany „mąż” i „ojciec” dwójki dzieci, na zamkniętym spotkaniu LGBTQ określił siebie jako seksualnego drapieżcę. W rozpowszechnionej później wypowiedzi stwierdził: uprawiałem seks z ponad tysiącem ludzi ; szczególnie lubię seks z 16-, 17- i 18-letnimi chłopcami. (Opisano to  TUTAJ i TUTAJ). 16 lat to prawnie dozwolony próg kontaktów seksualnych (age of consent). Czy seksualny drapieżca naprawdę zatrzymuje się na tym progu? Jakie normy zachowań seksualnych przekazuje swoim dzieciom, np. w kwestii relacji ze swoimi „przyjaciółmi”?

Propaganda rewolucji seksualnej, która obecnie weszła w etap rewolucji queer-seksualnej dokonała takich spustoszeń w ludzkich umysłach, że homoseksualni drapieżcy mogą swobodnie działać na uczelniach i w szkołach. Żadne „#Me too” im nie grozi. Ogarnięte ideologicznym amokiem społeczeństwa Zachodu przestały chronić własne dzieci.

 

Sędzia forsujący „rodziny” queer

Oczywiście nie znamy jeszcze werdyktu Trybunału w Luksemburgu, ale możemy spodziewać się, że będzie on zgodny z poglądem wyrażonym 11.01.2018 przez członka Trybunału i jego rzecznika generalnego Melchiora Watheleta, który wyraźnie popiera koncepcję „małżeństw” i „rodzin” queer:

Pojęcie „współmałżonka”, które zgodnie z definicją powszechnie przyjętą przez państwa członkowskie, miało[by] dotyczyć związku dwóch osób odmiennej płci, wydaje mi się obecnie przestarzałe…. To prawne uznanie małżeństw jednopłciowych oddaje jedynie ogólne przemiany społeczne w tej mierze. Znajduje to potwierdzenie w badaniach statystycznych; wyrażenie zgody na małżeństwo osób tej samej płci w drodze referendum w Irlandii jest kolejnym tego przejawem… Nie chodzi więc o okoliczność związaną z taką czy inną kulturą czy też ze szczególną historią, ale, przeciwnie, o powszechne uznanie różnorodności rodzin.

Wyjście naprzeciw postulatom homoseksualnych drapieżców przez sędziego Melchiora Watheleta każe przypomnieć niewytłumaczalną pobłażliwość jaką okazał przed laty drapieżcy heteroseksualnemu Marcowi Dutroux. Dutroux porwał i zgwałcił pięć dziewcząt, z których najmłodsza miała 11 lat. Skazano go na 13 lat więzienia, jednak już po trzech i pół  roku (około 1/4 zasądzonego wyroku) został warunkowo zwolniony decyzją belgijskiego ministra sprawiedliwości, którym był właśnie Melchior Wathelet senior, obecny sędzia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

 

Patologiczna „rodzina” queer

Po przedwczesnym zwolnieniu przez Watheleta, Dutroux porwał i wielokrotnie zgwałcił sześć innych  dziewcząt. Dwie z nich (ośmioletnie) umarły  z głodu zamknięte w lochu kiedy na cztery miesiące poszedł do więzienia za kradzież samochodu.  Dwie dziewiętnastoletnie zakopał żywcem (podobnie jak swojego wspólnika). Dwie (12- i 14-latka) zostały uwolnione przez policję. Oskarżono go również o gwałt trzech kobiet ze Słowacji. Faktycznie nie znamy pełnej liczby jego ofiar; podejrzewa się, że sprzedawał również dzieci do innych krajów. Za wszystko nadano mu przydomek potwora z Charleroi.

Dutroux przyznał że wielokrotnie gwałcił 12-letnią Sabinę Dardenne (która przeżyła), zaprzeczał jednak, że jest pedofilem. Mówił, że trzymał ją, bo chciał powiększyć swoją rodzinę. No jasne! Dutroux  chciał po prostu założyć niestereotypową rodzinę queer w myśl głoszonej w Guide zasady, że dzieci są z natury seksualne, że zasługują na prawo do seksualnej ekspresji z dowolną osobą, którą sobie wybiorą. Dlatego nie zważał na prawne ograniczenia wieku dobrowolnej aktywności seksualnej, ponieważ ograniczała one jego wolność seksualną i odmawiała mu prawa wyboru z kim nawiązuje relacje seksualne, zgodnie z przytaczanymi wyżej założeniami Kongresu w Dublinie.

 

Czy brak przemocy to brak patologii?

Być może stąd wzięła się wyrozumiałość Melchiora Watheleta opowiadającego się za powszechnym uznaniem różnorodności rodzin. Owa Różnorodność obejmuje przecież nie tylko jednopłciowe „małżeństwa”, ale wszelkie inne związki i „małżeństwa” queer. Jeśli uznaje się różnorodność rodzin, trudno uznać za złe samo pragnienie związku z pięcioma młodymi dziewczętami. Błędem jest jedynie założenie takiego związku przemocą – porywając i gwałcąc. Gdyby Dutroux zostawił dziewczynkom (jeszcze dzieciom) prawo wyboru z kim nawiązują relacje seksualne, i tylko je uwiódł, np. cukierkami, prezentami umizgami, pieszczotami itp. perswazją, to taka niestereotypowa rodzina zasługiwałby być może na pełną akceptację Melchiora Watheleta i całkowite anulowanie wyroku.

Za kilka dni, sędzia Wathelet z kolegami z TSUE wyda orzeczenie w sprawie Coman i inni., którego konsekwencją może być narzucenie wszystkim krajom UE jednopłciowych „małżeństw” oznaczające odebranie dzieciom prawa do wychowania w naturalnym środowisku rodziny z matką i ojcem (choćby  przybranymi) oraz nakaz wydawania dzieci homoseksualnym drapieżcom w owczych skórach propagandy równości i różnorodności. Ta sprawa dotyczy nas wszystkich. Pamiętajmy, że wystarczy nieszczęśliwy wypadek samochodowy, a nasze dzieci lub wnuki mogą zostać oddane w opiekę homoseksualnym „rodzicom”. A pamiętać przy tym należy, że reguły niedyskryminacji rodzin będą, zgodnie z drugą zasadą Yogyakarty, nieubłaganie interpretowane na korzyść „rodzin” LGBTQ.

 

Czy obronimy polskie dzieci?

Polska i Polacy muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcą być poddani jurysdykcji sądu wyznającego zasady sędziego Watheleta. Inne zasadnicze pytanie brzmi: czy polski rząd jest zdecydowany i zdolny by obronić polskie dzieci przed zakusami lobby LGBTQ i europejskich queer-seksualnych rewolucjonistów? Nie wybierałem terminu pisania tego tekstu, ale te zasadnicze pytania warto zadać akurat w Dniu Dziecka.

 

 

P.S.

Uwaga: sędziego Melchiora Watheleta, ur. w 1949 r.,  nie należy mylić z jego synem, ur. w 1977, który nosi to samo imię i nazwisko i jest czynnym belgijskim politykiem.